02.01.2010
MMA - Wywiad z Janem Błachowiczem
Na kilka tygodni przed rozpoczęciem zimowych obozów organizowanych przez federację KSW, Artur Przybysz (dziennikarz KSW Team) przeprowadził obszerny wywiad z Janem Błachowiczem - wspieranym przez naszą firmę, wielokrotnym uczestnikiem turniejów różnych federacji MMA (m.in. KSW).
Oto jego fragment:
(...)
Z rodzinnego Cieszyna do Wisły masz „rzut beretem”. Zapewne już nie raz przygotowywałeś się do startów w tych rejonach. Powiedz proszę, co jest charakterystyczne dla treningów w górach, w zimę?
- Śnieg, świeże powietrze, oscypki i…góralki. Hej! (śmiech)
Porozmawiajmy o twoim powrocie. Wiadomo już, gdzie stoczysz pojedynek? Czy będzie to Bellator, zaległa walka w WFC, a może pojedynek dla innej organizacji?
- Jest za wcześnie żeby o tym mówić. Mam nadzieję, że w marcu coś wypali i zawalczę.
Na jakiej gali byś nie walczył to jesteś już na tyle rozpoznawalnym zawodnikiem w Europie, że twój rywal na pewno będzie z czołówki Europy lub będzie światowym średniakiem. Czy po tak ciężkim urazie nie lepiej wziąć słabszą walkę, a dopiero kolejne z czołowymi fighterami?
- Każdy mądry zawodnik, po tak długiej przerwie nie podjąłby walki z wysoko notowanym rywalem. Dlatego moja kolejna walka będzie z teoretycznie słabszym zawodnikiem. Jednak ten „słabszy” może okazać się ciężkim przeciwnikiem do przejścia!
Ostatnimi czasy twoja waga dość mocno się wahała. Walczyłeś wnosząc na wagę dziewięćdziesiąt trzy kilogramy, później miałeś walczyć ważąc ponad sto kilogramów. W jakim limicie wagowym będziesz się bić? Do dziewięćdziesięciu pięciu kilogramów? A może jeśli będzie oferta z USA to idziesz do wagi ciężkiej?
- Wszystko zależy od kontraktu z daną organizacją. Waga w której czuję się najlepiej to granice dziewięćdziesięciu trzech, dziewięćdziesięciu pięciu kilogramów. Jednak nie wykluczam startów w kategorii ciężkiej. Wszystko wyjdzie w praniu.
Dziękuję za rozmowę. Jeśli chciałbyś kogoś pozdrowić masz teraz chwilę.
- Chciałbym pozdrowić wszystkich moich fanów – jeśli jakichkolwiek mam. (śmiech) Korzystając z okazji chciałbym podziękować firmie „Mevago” i „Stoprocent”, dzięki którym mogę przetrwać okres leczenia kontuzji. Dziękuję tym wszystkim którzy mnie wspierają, czyli rodzicom, dziewczynie Dorocie, kolegom i przyjaciołom, Robertowi Trybulskiemu i jego zespołowi, który dba o to, żeby moje kolano było w stu dwudziestu procentach gotowe na marzec, kwiecień. Dla nich wszystkich wielkie dzięki! Na koniec chciałbym życzyć każdemu wszystkiego dobrego w 2010 roku.
- Cały wywiad można przeczytać TUTAJ.






